Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe
TOPR.pl
Przekaż 1% podatku na działalność TOPR.
TOPR realizuje zadania ratownictwa górskiego dzięki środkom finansowym MSWiA
KRONIKA TOPR 23.01.2022

No i przyszła do nas prawdziwa styczniowa zima. Mróz, intensywne opady śniegu i wiejący z dużą prędkością wiatr powodowały, że temperatura odczuwalna dochodziła do minus 25-30 stopni.  Do tego mgła ograniczająca widoczność. Wzrosło zagrożenie lawinowe. Takie warunki zaskoczyły  nieprzygotowanych na nie turystów. Zasypane a miejscowo zalodzone odcinki szlaków powodowały poślizgnięcia , upadki, utratę sił przy torowaniu zasypanego szlaku, czy pobłądzenia. Nie pomagały apele i informacje  by z rozsądkiem  wybierać  trasy tatrzańskich wędrówek. Ratownicy mieli ciężki tydzień.

Poniedziałek 17.01.

Po godz.15.30 do Centrali TOPR zadzwonił turysta informując, że nie może odnaleźć drogi na Palenicę Białczańską.  Według aplikacji „Ratunek” znajduje się około 300 m. od Równi Waksmundzkiej. Próby telefonicznego naprowadzenia na szlak nie powiodły się. Z Hali Gąsienicowej pojazdem terenowym Traxter w tamten rejon wyjechało 2 ratowników, którzy po przybyciu na miejsce nie znaleźli turysty. Ślady na śniegu sugerowały, że turysta doszedł do czerwonego szlaku i schodzi nim w kierunku drogi do M. Oka. W tamto miejsce  zjechał pełniący dyżur w M. Oku ratownik.  Przed 17.30 do turysty doszli ratownicy idący z Waksmundzkiej Równi. Okazało się, że turysta zachowuje się agresywnie wobec ratowników. Poproszono by do wylotu szlaku przyjechał patrol Policji. Turystę sprowadzono do Drogi do M. Oka i przekazano policjantom.

Środa 19.01.

O godz. 11.18 do TOPR zadzwonił turysta znajdujący się pod Rakoniem i powiadomił Centralę  TOPR, że widział jak spod Przeł. Zabracie zeszła przed chwilą lawina. Na jej torze byli dwaj turyści. W tej chwili widzi jednego turystę, który  chodzi po lawinisku- prawdopodobnie szuka towarzysza wycieczki. Wystartował śmigłowiec. W pobliżu lawiniska desantowali się ratownicy i pies lawinowy.  Nie zauważono żadnego człowieka na lawinisku. W tym czasie zadzwonił do ratowników jeden z porwanych przez lawinę, że wraz z kolegą wydostali się z lawiny ( tylko jeden z nich był częściowo przysypany), nic im się nie stało i w tej chwili schodzą do  Wyżniej Chochołowskiej. Wobec tego ratownicy śmigłowcem powrócili do Zakopanego.

Po godz. 13.20  zadzwonił jeden z taterników wspinających się na lodospadach nad Zmarzłym Stawem informując, że jego partner podczas wspinaczki spadł około 1,5 m i doznał urazu stawu skokowego.. Taternika śmigłowcem przetransportowano do szpitala..

Przed 16.40 do TOPR zadzwoniła matka  9-letniego dziecka informując, że jechali fasiągiem . Dziecko dostało silnej alergii na koński pot. Na Wodogrzmotach zeszli z wozu. Z M. Oka na Wodogrzmoty pojechał  ratownik, który udzielił pomocy dziecku. W tym czasie na Wodogrzmoty dojechała karetka pogotowia, którą przewieziono dziecko do szpitala.

Czwartek 20.01.

Około godz. 15.15 do dyżurki TOPR  na Kasprowym W. dotarł turysta  informując, że podczas wędrówki z żoną i kilkumiesięcznym dzieckiem z Kuźnic na Kasprowy we mgle, przy padającym śniegu i silnym wietrze i mrozie, w pobliżu Kasprowego stracił kontakt z żoną. Widząc światło dotarł  z synkiem  do dyżurki. Ratownicy udali się na poszukiwania turystki. W pobliżu górnej stacji wyciągu na Goryczkowej  odnaleźli turystkę i sprowadzili ją do budynku kolejki. Okazało się, że turystka wcześniej zgubiła plecak. Ze względu na panujące warunki i zmrok, plecak odnaleziono dopiero dnia następnego.

Po godz. 18-tej na prośbę Pogotowia, że względu na panujące warunki, pojazdem terenowym Traxter z Gliczarowa Dolnego  przewieziono do drogi i przekazano karetce pogotowia chorą kobietę.

Piątek 21.01.

Przed godz. 14-tą ratownicy pełniący dyżur na Kasprowym sprowadzili z rejonu górnej stacji wyciągu na Goryczkowej do budynku kolejki starszego turystę, który wędrując z Kuźnic na Kasprowy, torując zasypany szlak w śnieżycy i silnym wietrze opadł z sił i miał problemy z samodzielnym dotarciem na Kasprowy.

Po godz. 17.20  poprzez aplikację „Ratunek” powiadomiono Centralę TOPR, że w rejonie Kopy Kondrackiej utknęło 3 turystów. Padły im telefony, tak, że nie było z nimi dalszej łączności.  Po godz. 18.30 na Kondratową wyjechało 7 ratowników. Chwilę potem szczątkowa łączność z  turystami, którzy przekazali, że  są cali i zdrowi ale trochę zmarznięci. Ratownicy przez Łopatę , w trudnych warunkach przy intensywnie padającym śniegu i silnym wietrze, próbowali dotrzeć na grań.  Przebijając się przez wielkie zaspy śnieżne i wywiane do twardego śniegu i lodu miejsca, powoli posuwali się do góry. Wzrost zagrożenia lawinowego, ciemności nie pozwalające ocenić miejscowego zagrożenia oraz wybrać najbezpieczniejszą drogę, samoistne zsuwy śniegu nie pozwoliły osiągnąć grani i nią dotrzeć do turystów. Zarządzono odwrót. W tym czasie na Centrali zbierali się kolejni ratownicy mający wspomóc kolegów. Po 23-ciej ratownicy z pierwszej grupy dotarli do schroniska na Kondratowej. Z Centrali na Kondratową  wyjechali  ratownicy z zadaniem dostarczenia turystom  dronem  pakietów grzewczych i płachty biwakowej – co udało się w jednej z prób.  Kolejnym lotem drona planowano dostarczyć turystom radio, by mieć z nim łączność. Niestety ze względu na warunki to się już nie udało.  Ta nowatorska w Tatrach akcja tym razem się powiodła i pozwoliła oczekującym na pomoc turystom przetrwać do czasu przybycia ratowników. Ponieważ ze względu na panujące i prognozowane warunki nie można było użyć śmigłowca na Kondratową celem dotarcia do turystów po 5.30 wyruszyli podzieleni na grupy kolejni ratownicy. Idąc na nartach a w wywianych ze śniegu miejscach w rakach po 11.20  ratownicy z pierwszej grupy dotarli do turystów. Po napojeniu gorącą herbatą i ogrzaniu rozpoczęto sprowadzanie turystów. Kolejne grupy ratowników pomagały w zejściu i likwidowaniu poręczówek i zbieraniu sprzętu użytego podczas działań. Ratowani poczuli się na tyle dobrze, że po zwiezieniu z Kondratowej odmówili transportu do szpitala. O godz. 16-tej  wszyscy ratownicy powrócili do Centrali.
Wyprawę prowadzono w bardzo trudnych warunkach, przy trzecim stopniu zagrożenia lawinowego. Gdyby nie dostarczenie dronem pakietów grzewczych i płacht biwakowych  turyści mogliby nie doczekać na ratowników, gdyż sami nie byli odpowiednio wyposażeni na warunki w jakich wędrowali. Tylko dzięki determinacji i umiejętnościom ratowników udało się turystów uratować. Niech to zdarzenie będzie przestrogą dla innych turystów, którzy nie bacząc na panujące warunki wybierają się w Tatry. Pamiętajcie, że nie zawsze uda się Wam zadzwonić po pomoc, nie zawsze i nie za każdą cenę ( własnego życia) ratownicy będą w stanie dotrzeć na czas i nie zawsze po Was przyleci śmigłowiec.

W czasie powyższych działań  o godz. 22-ciej do Centrali zadzwonił  mężczyzna informując, że  na szlaku z Ciemniaka na Zahradziska  zaginął jego znajomy. Ostatni raz miał z nim kontakt o 20-tej , gdy kolega był nad Piecem.
Po 23-cie z Centrali do Dol. Kościeliskiej wyjechała 5-cio osobowa grupa ratowników.  Prze  godz. 1-szą do TOPR  zadzwonił poszukiwany turysta informując, że cały i zdrowy jest już w Kościelisku. Wobec tego odwołano ratowników z poszukiwań.

Niedziela 23.01.

Po godz. 13-tej ze schroniska na Ornaku przetransportowano do szpitala mocno osłabioną i źle się czującą turystkę.

Na najbliższy tydzień przewidywane są dalsze opady śniegu, pod koniec tygodnia dość intensywne, wiatr, ale nie będzie już takiego dużego mrozu. Przed wyruszeniem na tatrzańskie szlaki należy dobrze zaplanować wycieczkę, sprawdzając warunki panujące w Tatrach, stopień zagrożenia lawinowego i pamiętać, że zimowe warunki wymagają wiedzy, umiejętności , odpowiedniego sprzętu i ubioru.
  

                                                           Adam Marasek  
     

 
 

...

W ramach powierzenia dla TOPR w roku 2021 zadania publicznego przez Województwo Małopolskie zrealizowali zakup sprzętu i wyposażenia ratowniczego na kwotę 180 000 złotych.